Patronem tego bloga jest Jan Paweł II...


Serdecznie witam wszystkich Odwiedzających...
Proszę wpisywać intencje na stronie " Modlitwa wstawiennicza" lub klikając z prawej strony w obrazek...wszystkich również proszę o modlitwę za mnie i we wpisanych prośbach...
miłe będzie dla mnie również pozostawienie śladu Waszego pobytu tutaj w komentarzach...ubogacajmy się wzajemnie......sobota 9 kwietnia 2011 roku...
Z pozdrowieniem Chrystusowym - Teresa



Jan Paweł II...
"Proszę was: - abyście mieli ufność nawet wbrew każdej swojej słabości, abyście szukali zawsze duchowej mocy u Tego, u którego tyle pokoleń ojców naszych i matek ją znajdowało, - abyście od Niego nigdy nie odstąpili, - abyście nigdy nie utracili tej wolności ducha, do której On "wyzwala" człowieka, - abyście nigdy nie wzgardzili tą Miłością, która jest "największa", która się wyraziła przez Krzyż, a bez której życie ludzkie nie ma ani korzenia, ani sensu" (frag. homilii na krakowskich Błoniach, 1979 r.).

sobota, 27 sierpnia 2011

APOLOGETYKA


Poniższy tekst jest ŚWIETNY, ale trzeba koniecznie przeczytać go do końca!

Niewierzący profesor filozofii stojąc w audytorium wypełnionym
studentami zadaje pytanie jednemu z nich:

- Jesteś chrześcijaninem synu, prawda?
- Tak, panie profesorze.
- Czyli wierzysz w Boga.
- Oczywiście.
- Czy Bóg jest dobry?
- Naturalnie, że jest dobry.
- A czy Bóg jest wszechmogący? Czy Bóg może wszystko?
- Tak..
- A Ty - jesteś dobry czy zły?
- Według Biblii jestem zły.
Na twarzy profesora pojawił się uśmiech wyższości - Ach tak, Biblia!
- A po chwili zastanowienia dodaje:
- Mam dla Ciebie pewien przykład. Powiedzmy że znasz chorą i
cierpiącą osobę, którą możesz uzdrowić. Masz takie zdolności.
Pomógłbyś tej osobie? Albo czy spróbowałbyś przynajmniej?
- Oczywiście, panie profesorze.
- Więc jesteś dobry...!
- Myślę, że nie można tego tak ująć.
- Ale dlaczego nie? Przecież pomógłbyś chorej, będącej w potrzebie
osobie, jeśli byś tylko miał taką możliwość. Większość z nas by
tak zrobiła. Ale Bóg nie.
Wobec milczenia studenta profesor mówi dalej - Nie pomaga, prawda? Mój
brat był chrześcijaninem i zmarł na raka, pomimo że modlił się do
Jezusa o uzdrowienie. Zatem czy Jezus jest dobry? Czy możesz mi
odpowiedzieć na to pytanie?
Student nadal milczy, więc profesor dodaje - Nie potrafisz udzielić
odpowiedzi, prawda? - aby dać studentowi chwilę zastanowienia profesor
sięga po szklankę ze swojego biurka i popija łyk wody.
- Zacznijmy od początku chłopcze. Czy Bóg jest dobry?
- No tak... jest dobry.
- A czy szatan jest dobry?
Bez chwili wahania student odpowiada - Nie.
- A od kogo pochodzi szatan?
Student aż drgnął:
- Od Boga.
- No właśnie. Zatem to Bóg stworzył szatana. A teraz powiedz mi
jeszcze synu - czy na świecie istnieje zło?
- Istnieje panie profesorze ...
- Czyli zło obecne jest we Wszechświecie. A to przecież Bóg stworzył
Wszechświat, prawda?
- Prawda.
- Więc kto stworzył zło? Skoro Bóg stworzył wszystko, zatem Bóg
stworzył również i zło. A skoro zło istnieje, więc zgodnie z
regułami logiki także i Bóg jest zły.
Student ponownie nie potrafi znaleźć odpowiedzi..
- A czy istnieją choroby, niemoralność, nienawiść, ohyda? Te
wszystkie okropieństwa, które pojawiają się w otaczającym nas
świece?
Student drżącym głosem odpowiada - Występują.
- A kto je stworzył?
W sali zaległa cisza, więc profesor ponawia pytanie - Kto je stworzył?
- wobec braku odpowiedzi profesor wstrzymuje krok i zaczyna się
rozglądać po audytorium. Wszyscy studenci zamarli.
- Powiedz mi - wykładowca zwraca się do kolejnej osoby - Czy wierzysz w
Jezusa Chrystusa synu?
Zdecydowany ton odpowiedzi przykuwa uwagę profesora:
- Tak panie profesorze, wierzę.
Starszy człowiek zwraca się do studenta:
- W świetle nauki posiadasz pięć zmysłów, które używasz do oceny
otaczającego cię świata. Czy kiedykolwiek widziałeś Jezusa?
- Nie panie profesorze. Nigdy Go nie widziałem.
- Powiedz nam zatem, czy kiedykolwiek słyszałeś swojego Jezusa?
- Nie panie profesorze.
- A czy kiedykolwiek dotykałeś swojego Jezusa, smakowałeś Go, czy
może wąchałeś? Czy kiedykolwiek miałeś jakiś fizyczny kontakt z
Jezusem Chrystusem, czy też Bogiem w jakiejkolwiek postaci?
- Nie panie profesorze. Niestety nie miałem takiego kontaktu.
- I nadal w Niego wierzysz?
- Tak.
- Przecież zgodnie z wszelkimi zasadami przeprowadzania doświadczenia,
nauka twierdzi że Twój Bóg nie istnieje... Co Ty na to synu?
- Nic - pada w odpowiedzi - mam tylko swoją wiarę.
- Tak, wiarę... - powtarza profesor - i właśnie w tym miejscu nauka
napotyka problem z Bogiem. Nie ma dowodów, jest tylko wiara.
Student milczy przez chwilę, po czym sam zadaje pytanie:
- Panie profesorze - czy istnieje coś takiego jak ciepło?
- Tak.
- A czy istnieje takie zjawisko jak zimno?
- Tak, synu, zimno również istnieje.
- Nie, panie profesorze, zimno nie istnieje.
Wyraźnie zainteresowany profesor odwrócił się w kierunku studenta.
Wszyscy w sali zamarli. Student zaczyna wyjaśniać:
- Może pan mieć dużo ciepła, więcej ciepła, super-ciepło, mega
ciepło, ciepło nieskończone, rozgrzanie do białości, mało ciepła lub
też brak ciepła, ale nie mamy niczego takiego, co moglibyśmy nazwać
zimnem. Może pan schłodzić substancje do temperatury minus 273,15 stopni
Celsjusza (zera absolutnego), co właśnie oznacza brak ciepła - nie
potrafimy osiągnąć niższej temperatury. Nie ma takiego zjawiska jak
zimno, w przeciwnym razie potrafilibyśmy schładzać substancje do
temperatur poniżej 273,15stC. Każda substancja lub rzecz poddają się
badaniu, kiedy posiadają energię lub są jej źródłem. Zero absolutne
jest całkowitym brakiem ciepła. Jak pan widzi profesorze, zimno jest
jedynie słowem, które służy nam do opisu braku ciepła. Nie potrafimy
mierzyć zimna. Ciepło mierzymy w jednostkach energii, ponieważ ciepło
jest energią. Zimno nie jest przeciwieństwem ciepła, zimno jest jego
brakiem.
W sali wykładowej zaległa głęboka cisza. W odległym kącie ktoś
upuścił pióro, wydając tym odgłos przypominający uderzenie młota.
- A co z ciemnością panie profesorze? Czy istnieje takie zjawisko jak
ciemność?
- Tak - profesor odpowiada bez wahania - czymże jest noc jeśli nie
ciemnością?
- Jest pan znowu w błędzie. Ciemność nie jest czymś, ciemność jest
brakiem czegoś. Może pan mieć niewiele światła, normalne światło,
jasne światło, migające światło, ale jeśli tego światła brak, nie
ma wtedy nic i właśnie to nazywamy ciemnością, czyż nie? Właśnie
takie znaczenie ma słowo ciemność. W rzeczywistości ciemność nie
istnieje. Jeśli istniałaby, potrafiłby pan uczynić ją jeszcze
ciemniejszą, czyż nie?
Profesor uśmiecha się nieznacznie patrząc na studenta. Zapowiada się
dobry semestr.
- Co mi chcesz przez to powiedzieć młody człowieku?
- Zmierzam do tego panie profesorze, że założenia pańskiego
rozumowania są fałszywe już od samego początku, zatem wyciągnięty
wniosek jest również fałszywy.
Tym razem na twarzy profesora pojawia się zdumienie:
- Fałszywe? W jaki sposób zamierzasz mi to wytłumaczyć?
- Założenia pańskich rozważań opierają się na dualizmie - wyjaśnia
student - twierdzi pan, że jest życie i jest śmierć, że jest dobry
Bóg i zły Bóg. Rozważa pan Boga jako kogoś skończonego, kogo możemy
poddać pomiarom. Panie profesorze, nauka nie jest w stanie wyjaśnić
nawet takiego zjawiska jak myśl. Używa pojęć z zakresu elektryczności
i magnetyzmu, nie poznawszy przecież w pełni istoty żadnego z tych
zjawisk. Twierdzenie, że śmierć jest przeciwieństwem życia świadczy o
ignorowaniu faktu, że śmierć nie istnieje jako mierzalne zjawisko.
Śmierć nie jest przeciwieństwem życia, tylko jego brakiem. A teraz
panie profesorze proszę mi odpowiedzieć - czy naucza pan studentów,
którzy pochodzą od małp?
- Jeśli masz na myśli proces ewolucji, młody człowieku, to tak
właśnie jest.
- A czy kiedykolwiek obserwował pan ten proces na własne oczy?
Profesor potrząsa głową wciąż się uśmiechając, zdawszy sobie
sprawę w jakim kierunku zmierza argumentacja studenta. Bardzo dobry
semestr, naprawdę.
- Skoro żaden z nas nigdy nie był świadkiem procesów ewolucyjnych i
nie jest w stanie ich prześledzić wykonując jakiekolwiek doświadczenie,
to przecież w tej sytuacji, zgodnie ze swoją poprzednią argumentacją,
nie wykłada nam już pan naukowych opinii, prawda? Czy nie jest pan w
takim razie bardziej kaznodzieją niż naukowcem?
W sali zaszemrało. Student czeka aż opadnie napięcie.
- Żeby panu uzmysłowić sposób, w jaki manipulował pan moim
poprzednikiem, pozwolę sobie podać panu jeszcze jeden przykład - student
rozgląda się po sali - Czy ktokolwiek z was widział kiedyś mózg pana
profesora?
Audytorium wybucha śmiechem.
- Czy ktokolwiek z was kiedykolwiek słyszał, dotykał, smakował czy
wąchał mózg pana profesora? Wygląda na to, że nikt. A zatem zgodnie z
naukowa metodą badawczą, jaką przytoczył pan wcześniej, można
powiedzieć, z całym szacunkiem dla pana, że pan nie ma mózgu, panie
profesorze. Skoro nauka mówi, że pan nie ma mózgu, jak możemy ufać
pańskim wykładom, profesorze?
W sala zapada martwa cisza. Profesor patrzy na studenta oczyma szerokimi z
niedowierzania. Pochwali milczenia, która wszystkim zdaje się trwać
wieczność profesor wydusza z siebie:
- Wygląda na to, że musicie je brać na wiarę.
- A zatem przyznaje pan, że wiara istnieje, a co więcej - stanowi
niezbędny element naszej codzienności. A teraz panie profesorze, proszę
mi powiedzieć, czy istnieje coś takiego jak zło?
Niezbyt pewny odpowiedzi profesor mówi - Oczywiście że istnieje.
Dostrzegamy je przecież każdego dnia. Choćby w codziennym występowaniu
człowieka przeciw człowiekowi. W całym ogromie przestępstw i przemocy
obecnym na świecie. Przecież te zjawiska to nic innego jak właśnie
zło.
Na to student odpowiada:
- Zło nie istnieje panie profesorze, albo też raczej nie występuje jako
zjawisko samo w sobie. Zło jest po prostu brakiem Boga. Jest jak
ciemność i zimno, występuje jako słowo stworzone przez człowieka dla
określenia braku Boga. Bóg nie stworzył zła. Zło pojawia się w
momencie, kiedy człowiek nie ma Boga w sercu. Zło jest jak zimno, które
jest skutkiem braku ciepła i jak ciemność, która jest wynikiem braku
światła.

Profesor osunął się bezwładnie na krzesło.

PS.
Tym drugim studentem był Albert Einstein. Einstein napisał książkę
zatytułowaną "Bóg a nauka" w roku 1921.
 

wtorek, 23 sierpnia 2011

Zgrzeszyłem czy mam prawo rozmawiać z Bogiem?





W starożytności, na pustyni egipskiej żyło wielu mnichów. Przez cały rok modlili się i pracowali - wyplatali maty, liny, kosze... Pewnego dnia dwóch z nich wybrało się do Aleksandrii, by sprzedać to, co wyprodukowali, i zakupić żywność. Zdarzyło się jednak w mieście, że skusił ich diabeł - nie wrócili od razu na pustynię, lecz trzy dni i trzy noce nurzali się w rozpuście. Gdy roztrwonili już wszystkie pieniądze, wyruszyli z powrotem. W pewnej chwili jeden z nich rzekł do drugiego: "Bracie, po co właściwie wracamy? Przecież jesteśmy potępieni? Nie ma sensu wracać do tamtego życia, jest w nas za dużo zła". W odpowiedzi usłyszał: "Bracie, o czym ty mówisz? O co ci chodzi?". "Jak to? Zgrzeszyliśmy, odwróciliśmy się od Boga". Tamten odpowiedział: "Przecież przez cały ten czas modliliśmy się, pościliśmy i odwiedzaliśmy święte miejsca". Rozstali się. Pierwszy nie wrócił do swojej pustelni. Przystał do zbójców i skończył na szubienicy. Drugi zaś wrócił na pustynię i umarł jako pobożny mnich w opinii świętości
Historia ta opowiada, co się z nami dzieje, gdy za bardzo wpatrujemy się w swoją ciemność, gdy przywiązujemy do grzechu zbyt dużą wagę. W sytuacji grzechu ciężkiego rodzi się w nas pokusa, by odwrócić się od Boga - jej praktycznym skutkiem jest zarzucenie modlitwy. Wydaje nam się, że modlitwa w takim stanie jest nieporozumieniem i fałszem. Boimy się, że nie dotrze ona do Boga, że jesteśmy zamknięci na Jego obecność. Tymczasem gdy zaczynamy się modlić, Duch Święty już do nas przyszedł! Nie bylibyśmy w stanie zwrócić się do Boga, gdyby nie było w nas Ducha Świętego. On jest zawsze pierwszy na modlitwie.
Jak się modlić, gdy ciężko zgrzeszyliśmy? Tak, jak zwykle. Celem modlitwy jest przecież zawsze stawanie przed Bogiem ze wszystkim tym, co przeżywamy. Powierzanie Mu całego naszego świata i proszenie, aby to był także Jego świat, abyśmy pełnili Jego wolę. Modlitwy nie rozpoczynamy w momencie osiągnięcia jakiegoś duchowego poziomu, z którego możemy wyruszyć w głąb duchowości, ale zaczynamy ją w takim punkcie, w jakim się znajdujemy. Jeśli jestem akurat grzesznikiem - jest to mój punkt wyjścia.
Problemem jest oczywiście fakt, że wówczas w zwracaniu się do Boga przeszkadzają nam emocje - poczucie winy, smutek, złość. Ich przeżywanie pokazuje często, że tym, co nas od Boga w grzechu oddala, bardziej chyba niż samo popełnione zło, jest egocentryzm. W sytuacji grzechu ciężkiego (a dotyczy to zwłaszcza grzechów nieczystości), weryfikuje się prawda o naszej duchowości. Czy chodzi nam o Pana Boga - o to, aby Go szukać i wielbić - czy też o nas samych, o to, aby się dobrze czuć? Czy wiara oznacza dla nas ścieżkę podążania do Boga, czy zaspokajania naszych potrzeb? Czy celem mojej wiary jest prawdziwe spotkanie z Bogiem, czy dobre samopoczucie?
Na poziomie emocjonalnym doświadczenie grzechu oznacza frustrację, odkrycie, że nie panuję nad swoim życiem, że nie jestem taki, jaki chciałbym być. Czuję się wtedy załamany, zły i wydaje mi się, że Pan Bóg jest nieważny. Dopiero gdy odbuduję dobre samopoczucie, zwracam się do Niego, wprowadzam Go w swoje życie. A na razie muszę odespać, odczekać, odreagować i tak do następnego razu, bez końca. Człowiek nie jest w stanie zbawić się sam, nie potrafi wyrwać się z grzechu o własnych siłach. Gdyby tak było, Pan Jezus nie musiałby umierać i zmartwychwstać. Naszym powołaniem jest: nie chcieć zła i ciągle z nim walczyć, a gdy się zdarza, oddawać je Bożemu przebaczeniu w sakramencie spowiedzi. I ciągle się powierzać Panu Jezusowi w modlitwie. Prosić Go o wybawienie i wyprowadzenie z grzechu.
Ale aby nasza modlitwa miała sens, Chrystusowi trzeba powierzać wszystko, a nie tylko to, co dobre, zatrzymując rzeczy złe, z nadzieją, że same się rozwiążą. Jeżeli człowiek konsekwentnie nie powierza swojego grzechu Panu Bogu, to ten grzech go niszczy.
Tak było z Judaszem i Piotrem. Obaj zdradzili, ale Judasz pozostał sam ze swym grzechem i rozpaczą. Piotr zaś zapłakał i poprosił o przebaczenie.
Podobne rozterki dotyczą Mszy świętej w sytuacji, gdy nie możemy przystąpić do Komunii. Wahamy się wtedy, czy przyjście do kościoła ma w ogóle sens. I tu znów problem leży w złym samopoczuciu. Zamiast pytać: "Jak Bóg na mnie patrzy?" oceniam sam siebie. To jest powtórzenie sytuacji z raju, kiedy Adam i Ewa zgrzeszyli. Gdy usłyszeli kroki Boga, ukryli się. I dopiero wtedy tak naprawdę odłączyli się od Boga. Nie w momencie grzechu, ale wówczas, gdy przestraszyli się powrotu do Boga. A On przecież nie powiedział: "Adamie, jesteś zły", ale zapytał: "Adamie, gdzie jesteś? Gdzie jesteś, Mój umiłowany synu?". Tak samo jest z każdym grzesznikiem. Bóg nie przychodzi z wyrzutem, tylko szuka i woła: "Dlaczego ukrywasz się przede Mną? Przecież nic się nie zmieniło, przecież dalej cię kocham - czy jesteś dobry i święty, czy grzeszysz. Moja miłość jest niezmienna".
Człowiek chce grzechu i Pana Boga równocześnie, chce się nawrócić, ale nie do końca. Jest udręczony grzechem, ale jednocześnie zło go pociąga. Kiedy zostajemy z tym wszystkim sami, coraz bardziej się gubimy. A trzeba to po prostu ciągle oddawać Bogu w modlitwie i spowiedzi. Gdy wpatrujemy się w Boga, w Jego oczach widzimy miłość. Tam nie ma potępienia, tam jest ratunek.
o. Jacek Krzysztofowicz OP

poniedziałek, 8 sierpnia 2011

Zasady lektury Biblii...


                                                                                                            oprac. ks. Adam Sekściński 
Jak samemu czytać Pismo Święte?
Zasady lektury Biblii
Kiedy bierzemy księgę Biblii do ręki, otwieramy i chcemy ją czytać, pragniemy, aby uczynić to w duchu Kościoła, aby w swojej interpretacji Biblii nie odejść od tego, czego naucza nas Kościół. Jak więc to czynić? Jakimi zasadami się kierować?
Audycje radiowe wygłoszone przez ks. Mariusza Rosika na antenie Radia Rodzina, które zamieszczamy za zgodą Autora

poniedziałek, 1 sierpnia 2011

Samooszukiwanie się i jego skutki w życiu duchowym według św. Jana od Krzyża



José Damián Gaitán OCD


Niewątpliwie nikt zazwyczaj nie planuje oszukiwać samego siebie. Dlatego też często samooszukiwanie się na drodze duchowej zdarza się wówczas, gdy człowiek sądzi, że jego myślenie, decyzje czy uczynki są właściwe i trafne.


Centralnym tematem pism świętego Jana od Krzyża jest droga duchowa człowieka do celu, jakim jest doskonałe zjednoczenie z Bogiem w przemianie miłości. Droga ta nie jest wolna od trudności. Największe mają, jego zdaniem, wynikać z samooszukiwania się, które może przydarzyć się na poziomie zarówno przyrodzonym, jak i czysto duchowym i nadprzyrodzonym.

Niewątpliwie nikt zazwyczaj nie planuje oszukiwać samego siebie. Dlatego też często samooszukiwanie się na drodze duchowej zdarza się wówczas, gdy człowiek sądzi, że jego myślenie, decyzje czy uczynki są właściwe i trafne. To właśnie Święty Jan od Krzyża podkreśla w swojej prozie. Nasz mistyk zamierza nie tyle uwypuklać błędy czy zagrożenia na drodze duchowej w tym zakresie, co raczej przyjść z pomocą, byśmy nie mylili się w tym, co naprawdę ważne... więcej czytaj tu...